Kto może kupić najwięcej – Polowanie na wieloryby

Spędzając czas na długich rozmyślaniach, co począć by ruch w interesie nieco się ożywił, na pewno doszedłeś do wniosku, że klienci sami do ciebie nie przyjdą. Trzeba się o ich względy zatroszczyć i zachęcać do zakupu. To nic nowego, tak się po prostu dzieje. Ale czy każde kilka minut rozmowy, czy później godzin spędzonych na spotkaniach z klientem zamieni się w intratny kontrakt, czy przyniesie zamierzone rezultaty?

No więc, wszystko zależy od Ciebie. „Jak się przygotujesz, tak się później napracujesz”. Mówiąc wprost – nie każdy zostanie twoim klientem, dlatego to od ciebie zależy, któremu z nich poświęcisz więcej czasu i uwagi, i od ciebie zależy czy od razu zaczniesz od największych i najmocniejszych graczy na rynku, czy od drobnych, choć z ogromnym potencjałem.

A gdyby tak na haczyk złowić od razu wieloryba, a nie małą rybkę? Ile byłoby w tym radości, przyjemności i korzyści. Jedna mała rybka, druga, trzecia … i krok po kroku złowisz ich więcej. Ale ile musisz się napracować? A gdybyś tak za każdym razem wyłowił wieloryba? Jeden wieloryb, drugi, trzeci … to niesamowite, ale można mieć takie szczęście. W sumie nie masz nic do stracenia. Niczym nie ryzykujesz.

Dwie minuty rozmowy telefonicznej z jednym klientem i dwie minuty z drugim. Albo polujesz na wieloryby, albo na płotki. Tyle samo czasu zajmuje obsłużenie drobnego klienta, co obsłużenie klienta poważnego. Dlatego zawsze myśl o zdobywaniu najpoważniejszych klientów (wielorybów), którzy mogą kupić najwięcej i pytaj siebie: Kto jest moim idealnym klientem? Gdzie szukać klientów, z których miałbym największy zysk?

Gdybyś mimo wszystko, dalej chciał podążać utartymi przez siebie szlakami i zarzucał wędkę na mniejsze ryby, przy odrobinie szczęścia też osiągniesz swój cel, natomiast zajmie ci to o wiele więcej czasu, niż złowienie jednego, ale za to ogromnego wieloryba.

Którą drogę wybierasz?